Zgodziłam się wziąć udział w badaniu opinii na temat energii jądrowej. Kilka dni przed spotkaniem dostałam telefon: czy jest pani za, czy przeciw atomowi? Proszę powiedzieć, bo musimy się przygotować. Yyyy, eeee….tak po prostu? To po co to badanie???? – pomyślałam.
Tak, nikt mi nie ułatwi podjęcia decyzji, czy popierać energię jądrową czy nie. Przecież powinnam to już wiedzieć! Nie mając w kraju żadnej elektrowni jądrowej, nie śledząc tego tematu wnikliwie, nie wiedząc nawet, jak taka elektrownia wygląda powinnam? No nie.
Miłej pani w trakcie badania opinii o atomie powiedziałam, że jestem wielką zwolenniczką zielonej energii i energetyki rozproszonej: wiatraków, biogazowni i przede wszystkim energii ze słońca. Pokiwała głową. Ale zaraz dodałam, że przecież atom nie wyklucza odnawialnych źródeł, to są dwie inne sprawy zupełnie nie konkurencyjne. Zbaraniała.
Wytłumaczyłam jej, że TAK/NIE dla atomu to kwestia wiary i filozofii. Nie ma tu znaczenia wiedza na temat tej technologii, nie ma znaczenie cena energii, miejsca pracy czy kwestie bezpieczeństwa. Przeciwnicy atomu to ci sami ludzie, którzy nie akceptują GMO. Po prostu – takie mają poglądy i żadna wiedza, edukacja i reklama ich nie przekona. Ci, co popierają atom słuchają głosu rozsądku, wierzą w moc nauki i mają zaufanie do technologii wywodzącej się ze zbrojeń. Oni także mocno obstają przy swoim.
Koniec, kropka. Szacun, jeśli ministerstwu gospodarki uda się zmienić w wyniku kampanii edukacyjnej przeciwników atomu w jego zwolenników. Ja w to nie wierzę, a najlepszym przykładem jest Greenpeace. Oni odmówili wzięcia udziału w badaniu opinii o atomie, by nie ułatwiać ministerstwu i tak niełatwego już zadania.
Cudownie. Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Gigantyczne atomowe pieniadze